Węgierska Górka
151 Kompania forteczna „WĘGIERSKA GÓRKA” w kampanii wrześniowej 1939 r.

Obrona rejonu umocnionego ”Węgierska Górka„ to jeden z tych wrześniowych epizodów, pełen bohaterstwa, poświecenia, ale również strachu, zdrady i zwątpienia. Historia 151 kompanii fortecznej to zaledwie siedem dni ,dni pracy, walki i klęski. Rozpoczyna ją rozkaz jaki otrzymuje kpt. Tadeusz Semik, natychmiastowego stawienia się u d-cy 1 Brygady Strzelców Górskich Płk. dyp. Janusza Gaładyki. Kpt. Semik był w tym czasie oficerem batalionu KOP „Czortków” i wracał do swego baonu po półrocznym kursie dowódców batalionów. Po przybyciu do Suchej otrzymuje rozkaz objęcia Kompani fortecznej Węgierska Górka. Żołnierze wchodzący w skład 151 kompani jak i kompani „Jeleśnia” i plutonu „Krzyżowa” wywodzili się z batalionów KOP oraz Żywieckiego batalionu Obrony Narodowej. Transportem kolejowym oddziały przybywają z Suchej do Żywca, po odprawie u d-cy 2 pułku strzelców ppłk Rogowskiego kompanie wyruszają na przydzielone im do obrony pozycje .Kpt. Semik z żołnierzami dociera do Węgierskiej Górki i tu okazuje się że schrony bojowe które ma obsadzić jego kompania są jeszcze w trakcie budowy. W tym miejscu należy przedstawić krótką historię powstania umocnień.

W związku z zajęciem Czechosłowacji w marcu 1939 i przystąpieniem Słowacji do sojuszu z Niemcami południowa granica Polski wymaga wzmocnienia i przygotowania jej do obrony na wypadek wojny z Niemcami. 23 marca zostaje utworzona armia „Kraków” jej dowódcą mianowano gen. bryg. Antoniego Szyllinga. Zadanie armii to obrona granicy od Częstochowy przez Śląsk, Żywiecczyznę aż po Tatry. Do wykonania tego zadania w skład armii przydzielono; 7 DP - gen. Janusza Gąsiorowskiego, Grupę Operacyjną „Śląsk” – gen. Jana Jagmina-Sadowskiego w składzie: 23 DP - Płk. Władysława Powierzy, 55DP-rez.-płk. Stanisława Kalabińskiego, grupa forteczna Obszaru warownego Śląsk - płk Wacława Klaczyńśkiego, oddziały poza dywizyjne. Grupa Operacyjna „Bielsko ” d-ca gen bryg. Mieczysław Boruta-Spiechowicz w składzie: 21 DP górskiej d-ca gen. Józef Kustroń, 6 DP d-ca gen. Bernard Mond.

W skład armii wchodziły ponadto: 1 Brygada Górska d-ca płk Janusz Gaładyka składająca się z batalionów KOP i ON, Krakowska Brygada Kawalerii d-ca gen. bryg. Zygmunt Piasecki, 10 Brygada Kawalerii d-ca – płk dyp. Stanisław Maczek. Tymi siłami armia miała bronić powierzonego jej rejonu o długości linii frontu ok. 270km. W rejonie Żywca postanowiono wybudować linię ciężkich schronów bojowych zamykającą drogę w głąb kraju z rejonu przełęczy górskich Glinne i Glinka. Zaplanowano budowę 26 schronów. 16 w rejonie Węgierskiej Górki i Żabnicy. Oraz 10 w Jeleśni, Przyborowie i Krzyżowej. Już w kwietniu przybyli inżynierowie którzy dokonali niezbędnych pomiarów a prace przy budowie ruszyły w czerwcu. Do wykonania tego zadania skierowano 10 batalion Junackich Hufców Pracy pod d-ctwem ppłk Jana Kublina. Prace prowadzono jednocześnie na kilku obiektach w systemie dwuzmianowym. Każdy teren budowy był ogrodzony wysokim płotem a przed brama wystawiano warte. Miejscowa ludność była zatrudniana do prac związanych głównie z transportem.

Mimo bardzo intensywnych prac do 1.09. udało się zbudować tylko pięć schronów w Węgierskiej Górce i tyle samo w rejonie Jeleśni. Obiekty te nie były jednak wykończone, najważniejszym mankamentem był brak wież pancernych. Nie zainstalowano wentylacji, oświetlenia, ujęć wody, reflektorów oświetlających przedpole. Nie było również żadnych środków łączności między schronami. Z uzbrojenia: działa p.panc kal. 37mm były zamontowane w schronach, armaty kal. 75mm przeznaczone do tradytora oraz CKM i RKM zostały dostarczone transportem kolejowym w nocy 30 na 31 sierpnia. Kompania forteczna, jak już wspomniano, składała się z żołnierzy wywodzących się z batalionów KOP przybyłych w rejon Żywca w marcu 1939, celem wzmocnienia granicy ze Słowacją. Były to bataliony „Berezwecz”, „Wilejka”, „Wołożyn”, „Snów” oraz „Snów I”, z oddziałów tych oraz Żywieckiego i Zakopiańskiego batalionów Obrony Narodowej utworzono 1 Brygadę Górską której pod względem operacyjnym podlegała 151 kompania forteczna. Żołnierze kompanii zostali do niej przydzieleni według specjalności wojskowych, a więc celowniczowie i obsługi ckm, rkm oraz armat ppanc i armat wz.02 tzw. „putiłówek”. Z tego powodu do składu kompanii trafiło również sporo żołnierzy rezerwy wywodzący się z Żywieckiego batalionu ON. Przed dowódcą postawiono trudne zadanie, miał z ludzi którzy w zasadzie się nie znali (wywodzili z pięciu różnych batalionów) stworzyć w kilkadziesiąt godzin oddział, którym będzie mógł sprawnie dowodzić w czasie walki.

W to że wojna jest kwestią najbliższych godzin na pozycjach pod Żywcem nie wątpił już chyba nikt.

Kpt. Tadeusz Semik










Kpt .Semik nie miał czasu aby bliżej poznać żołnierzy swej kompanii, dlatego w okresie powojennym miał spore kłopoty z ustaleniem składu osobowego. Według różnych publikacji stan kompanii wynosił 70-80 ludzi. Sam dowódca w niepublikowanych wspomnieniach - „Moja Służba w Wojsku Polskim” - określa skład kompanii na: 4 oficerów, 14 podoficerów i 52 strzelców i kanonierów razem 70 ludzi.

Kpt. Tadeusz Semik - schron "wędrowiec"

Nie jesteśmy w stanie ustalić kto z jakiego batalionu się wywodził. Wiemy że zastępca d-cy schronu „Wąwóz” był plut. Józef Sprycha odkomenderowany z batalionu ON. Również kilku żołnierzy z załogi tego schronu to miejscowi rezerwiści. Kpt. Semik zdecydował że załogi obsadzą cztery schrony. Schron „Wędrowiec” – pod jego dowództwem, ”Wąwóz” – dowódca ppor. Antoni Czesław Chludziński, „Włóczęga” - por. Marian Małkowski oraz „Waligóra” – por Leopold Galocz.
Nie obsadzono schronu „Wyrwidąb”. Z relacji świadków oraz zachowanych fotografii wynika że do tradytora artyleryjskiego (Waligóra) udało się dostarczyć jedną armatę kal. 75mm wz.02. Druga armata została ustawiona poniżej schronu w obrębię zabudowań. Łącznie kompania dysponowała: dwiema armatami kal. 75mm wz.02, trzema armatami ppanc.wz.38.kal 37mm, dziesięć ckm i trzy rkm.

Stan amunicji przedstawiał się następująco: do ckm i rkm po sześć jednostek ogniowych, do armat kal. 75mm. 1118 pocisków, do armat ppanc.72 pociski (po 24 szt. na armatę), 160 granatów ręcznych (po 40 na schron) oraz nie znaną liczbę amunicji do kb. Po obsadzeniu schronów żołnierze próbowali podręcznymi środkami zniwelować braki w wyposażeniu. Otwory w których miały być zamontowane wieże pancerne obłożono workami z piaskiem i obsadzono stanowiskami ckm, od okolicznej ludności pobrano naczynia i napełniono je woda, do spania przygotowano sienniki ze słomą, jako oświetlenie służyły latarki oraz lampy naftowe tzw. „wozówki” również dostarczone przez miejscowych. Ludność cywilna wspomagała wojsko dosłownie na każdym kroku. To dzięki nim udało się wciągnąć armaty 75 mm do „Waligóry” i w jego pobliże, oraz dostarczyć niezbędne wyposażenie i amunicję. Miejscowa ludność pomagała tez w aprowizacji żołnierzy kompanii ponieważ prowiant do schronów docierał nieregularnie z kuchni batalionu „Berezwecz”, a suchy prowiant wydany wojsku okazał się właściwie niezjadliwy. W tak przygotowanych a raczej nieprzygotowanych schronach żołnierze kpt. T.Semika oczekiwali na atak npla.

1 Września Niemcy uderzyli z rejonu Cadcy siłami 7 dywizji piechoty pod d-ctwem gen. Eugena Otta. Tocząc walki z wysuniętymi pododdziałami WP Niemcy od świtu drugiego września byli już w bezpośrednim kontakcie ogniowym z załogami schronów. Po południu z sąsiednich wzgórz nieprzyjaciel rozpoczął ostrzał schronów oraz stanowisk ziemnych bat „Berezwecz‘’ z broni maszynowej. Załogi prowadziły ogień ze stanowisk na zewnątrz schronów, wspierane ogniem piechoty. Niemcy posuwali się stale naprzód pod osłoną własnej artylerii i ckm, spychając polskie oddziały w kierunku głównej pozycji obrony. Na skutek silnego i celnego ognia ze schronów oraz z pozycji piechoty, oddziały niemieckie wstrzymały natarcie frontalne i przeszły do ataków na skrzydła pod osłoną wzgórz, domów i lasków. Ze schronu „Waligóra” był prowadzony ogień na przedpola naszych schronów. Zdobycie schronów z „marszu” zostało udaremnione. Niestety był to tylko chwilowy sukces, na rozkaz d-cy brygady, polskie oddziały miały wycofać się w kierunku m. Oczków i dalej na ogólny kierunek Kęty, Andrychów. Rozkaz ten dotarł do oddziałów piechoty i załogi schronu „Waligóra”, z nieznanych przyczyn nie dotarł do pozostałych schronów. Nieprzyjaciel wykorzystał natychmiast fakt że schrony zostały pozbawione ochrony piechoty i przypuścił szturm starając się zaskoczyć załogę „Wędrowca” która pod osłoną nocy wyszła na zewnątrz. Wywiązała się walka na granaty, załoga zdołała dopaść schronu i zaryglować drzwi. W ciągu nocy z 2 na 3 września nieprzyjaciel jeszcze trzykrotnie szturmował schron. Podobnie działo się przy schronach „Wąwóz” i „Włóczęga’’. W swoich wspomnieniach kpt. Semik wspomina o dwóch stanowiskach ckm które również nie wycofały się i podjęły walkę.

Zlokalizowaliśmy je ok 150 m na zachód od schronu „Wędrowiec” i ok 200 m na południe od „Włóczęgi’’. Wedle wspomnień i relacji świadków załogi tych stanowisk zginęły. Byli to żołnierze ze składu batalionu „Berezwecz’’. Jak do tej pory nie udało się ich zidentyfikować. Od nocy 2/3 września, schrony walczyły w okrążeniu, a dowódca stracił możliwość realnego dowodzenia kompanią. Niemcy używali grup szturmowych które po skrytym podejściu atakowały materiałami wybuchowymi i granatami wyloty armat i ckm, oraz wrzucały wiązki granatów przez otwory na wieże pancerne. Możliwe to było dlatego, iż dowódcy schronów po poniesionych stratach wycofali żołnierzy ze stanowisk znajdujących się w miejscu przeznaczonym na wieże pancerne. Na szczycie schronu „Wędrowiec’’ poległ prowadząc ogień z ckm sierżant Stanisław Raczyński z-ca kpt. Semika.
















































por. Marian Małkowski. zdjęcie powojenne.

Po całonocnych walkach mając trzech poległych kilku rannych d-ca schronu „Włóczęga’’ por. Marian Małkowski, ok. godz.8.30 rozkazał zaprzestania walki. Po uszkodzeniach widocznych na fotografiach można wnioskować że najcięższy ogień skierowano właśnie na schron „Włóczęga’ ’i jego załogę. Tutaj dochodzi też to morderstwa dokonanego na kpr. Bolesławie Wiśniewskim po kapitulacji. Mordu tego dokonał strz. Edmund Strauch członek załogi, który okazał się aktywnym członkiem mniejszości niemieckiej w Polsce. Namawiał on żołnierzy schronu do poddania się za co został przez dowódcę aresztowany i oddany pod straż kpr. Wiśniewskiemu. Po kapitulacji zastrzelił kaprala z broni otrzymanej od jednego z żołnierzy niemieckich. W czasie walk w forcie polegli: kpr. Franciszek Tomaszek, strz. Antoni Michalski, strz. Jan Tlałka. Rany odnieśli: kpr. Jan Siwy, strz. Kliszcz Wacław, Zieliński Bolesław, Scirka Bolesław, Nosolik Alojzy, Włodarczyk Jan, st.strz. Sprycha Jan. Nazwisk czterech członków załogi nie ustalono.













































































































































































Po kapitulacji „Włóczęgi” cały impet natarcia skupił się na schronie „Wędrowiec’’. Według relacji kpt. Semika schron „Wąwóz’’ w godzinach dopołudniowych zaprzestał ognia, z powodu – jak podają członkowie jego załogi - uszkodzenia armaty i ckm-ów. Pozwoliło to Niemcom na swobodne atakowanie „Wędrowca’’ i podciągnięcie artylerii do strzelania na wprost. W wyniku ostrzału z kierunku zachodniego uszkodzeniu uległa armata ppanc, a kontuzje odniósł obsługujący ją kpt. Semik. W izbie bojowej ze stanowiskiem ckm ginie strz. Jan Kulpa, rany odnosi większość załogi. Około godz. 17 dowódca po zapoznaniu się z sytuacją i uznawszy że dalszy opór ze względu na wyczerpanie amunicji, brak nadziei na pomoc oraz sytuację rannych jest bezcelowy, rozkazał zaprzestać walki i wywiesić biała flagę. Na opuszczających schron bezbronnych żołnierzy spadają razy i ciosy wściekłych Niemców, jeden z nich strzela do idącego jako pierwszego strz. Jana Flisa zabijając go na miejscu. Pozostałych od pewnej śmierci ratuje rozkaz wydany przez oficera niemieckiego. Do niewoli dostają się kpr. Remigiusz Kamiński, plut. Józef Żurek, kpr. Stanisław Kułaga, st. strz. Czesław Bykowski, st. strz. Jan Jurasz, strz. Stanisław Powęska, Józef Kasperek, st. strz. Stefan Kozak, strz. Leon Czech, Jan Król, Stanisław Kowal, Władysław Kaproń, Józef Piątek, Jan Siebielec, Kazimierz Kostruba. Również w załodze „Wędrowca’’ znalazł się żołnierz uważający się za Niemca, po kapitulacji podszedł do kpt. Semika st.strz .Aleksander Podkorski i oświadczył że zawsze uważał się za Niemca, został on przyjęty życzliwie przez żołnierzy niemieckich. Co do jego zachowania podczas obrony można przypuszczać, że nie było żadnych zastrzeżeń, nic bowiem o tym nie wspomina kpt. Semik ani żaden z innych obrońców.











































































ppor. Antoni Tadeusz Chludziński

Załoga ostatniego schronu „Wąwóz”- d-ca ppor. Antoni Tadeusz Chludziński - w tym czasie przebywała w schronie nie atakowana przez npla. Doczekali oni zmierzchu po czym opuścili schron udając się w stronę Żywca z zamiarem dołączenia do batalionu „Berezwecz’’. W czasie walk ranny został st.strz. Bronisław Fijak. W skład załogi wchodzili ponadto; plut. Józef Sprycha - z-ca d-cy.

Plut. Władysław Sierakowski, kpr. Izydor Midor, st.strz. Józef Polak, Leon Wąsik, strz. Józef Kaczmarek, Czesław Ciosek, Franciszek Bednarz. Nazwisk pozostałych ośmiu członków załogi nie znamy. Ze wspomnień plut. Sprychy można odnieść wrażenie że to schron „Wąwóz” był głównym celem ataków, a on sam dowodził obroną i zadał npl największe straty. Ślady pozostałe na schronie „Wąwóz” nie potwierdzają tej wersji, jak również relacje świadków i dokumentacja fotograficzna. Nie ma powodu nie wierzyc plutonowemu natomiast jego ocena wydarzeń jest z pewnością subiektywna a i czas który upłynął miedzy wydarzeniami a spisaniem wspomnień zrobił swoje. Faktem jest że żołnierze pochodzący z okolic, nie dołączyli już do oddziałów WP. Przez wiele lat nie znany był los ppor. Chludzińskiego co dawało powody do snucia różnych przypuszczeń. Nie brakowało wśród nich opinii nieprzychylnych. Po latach okazało się że ppor. Chludziński dołączył do któregoś oddziału WP (być może z resztą załogi) i kontynuował walkę aż do momentu dostania się do niewoli sowieckiej. Jego nazwisko figuruje na liście oficerów zamordowanych przez NKWD w Charkowie w kwietniu 1940r.
































por. Leopold Galocz

D-ca schronu „Waligóra” por. Leopold Galocz wraz załogą po opuszczeniu fortu i zniszczeniu zamków do armat dołączył do bat. „Berezwecz” i z nim kontynuował walkę, po wojnie był wykładowcą w oficerskiej szkole artylerii. Z jego załogi z nazwiska znamy tylko kpr. podch. Józefa Kune rannego w schronie, plut. Pawła Tatura z-ce d-cy i szer. Krawczyka, reszta nazwisk załogi nie jest nam znana.



















Obrona pozycji „Węgierska Górka” zakończyła się po 22 godzinach bezpośrednich walk, kosztowała życie ok. 20 polskich żołnierzy w tym z załóg schronów na pewno siedmiu. Kompania choć tworzona w pośpiechu, nie do końca wyposażona i uzbrojona wypełniła swoje zadanie i obroniła to co było do obronienia - Żołnierski Honor.

Należy jeszcze pokrótce wspomnieć o dalszych losach kpt. T.Semika. Po dostaniu się do nie woli przeszedł przez kilka obozów jenieckich które udało mu się szczęśliwie przetrwać. Po wojnie powołany na krótko do służby w WP w brygadzie WOP w Gliwicach, zwolniony i przeniesiony do rezerwy pracował na stanowisku magazyniera w GS. Awansowany do stopnia ppłk i odznaczony w 1967 krzyżem srebrnym orderu Virtuti Militari zmarł w 1978 i został pochowany w Suchej Beskidzkiej.

Ppor. Marian Małkowski po pobycie w obozach jenieckich wraca do kraju umiera w roku 1971.

Żołnierze polegli pod Węgierską Górka zostali pochowani na cmentarzu w Cięcinie lecz po dwóch miesiącach na polecenie władz okupacyjnych zostają ekshumowani i przewiezieni na cmentarz w Bielsku gdzie spoczywają do dzisiaj.

Bibliografia: - „Obrońcy Węgierskiej Górki” - Stanisław Suchanek, Piotr Suchanek ,Michał Zarwański - Węgierska Górka 2004
- „Zarys działań wojennych armii Kraków w kampanii wrześniowej 1939” - Władysław Steblik Londyn 1949: Warszawa 1975: Warszawa 1984
- „Moja służba w Wojsku Polskim” - wspomnienia maszynopis Tadeusz Semik
-0.825807